Archive for 12 marca 2018

Tchórzewski – samorządy chcą opłaty za wjazd do stref niskiej emisji

To samorządy upomniały się o opłatę za wjazd do stref czystego transportu, zgadzamy się z tym – zapowiedział PAP minister energii Krzysztof Tchórzewski. W projekcie nowelizacji ustawy o OZE pojawił się zapis o takiej opłacie w wysokości do 25 zł za dobę.

Czy Discovery zamknie niektóre polskie kanały?

Przejęcie Scripps i co za tym idzie TVN przez Discovery stało się faktem. W najbliższych miesiącach możemy mieć zatem do czynienia ze zmianami w ofercie kanałów tematycznych. Czy są możliwe zamknięcia albo rewolucyjne zmiany w niektórych stacjach? A może będą kolejne przejęcia nadawców?

ME myśli o pełnej integracji Lotosu z Orlenem

Resort energii myśli o pełnej integracji PKN Orlen i Grupy Lotos – poinformował w poniedziałek minister energii Krzysztof Tchórzewski.

W marcu możliwe rozstrzygnięcie ws. budowy elektrowni jądrowej – Tchórzewski

W marcu możliwe jest rozstrzygnięcie, czy rozpoczną się prace związane z wejściem Polski w energetykę jądrową – poinformował minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Dlaczego Węgry wycofały się z handlu w niedziele? „Jedna z największych porażek rządu”

Tablica o takiej treści zawisła w sklepie jednej z sieci handlowych 15 marca 2015 r. Obostrzenia obowiązywały na Węgrzech 397 dni. Ponowne otwarcie sklepów odbywało się w cieniu porażki.

Dziś skręcałem stolik kawowy…

Dziś skręcałem stolik kawowy i niechcący uszkodziłem ściankę boczną. Dzwonię do firmy z której zamawiałem, mówię o co chodzi, że chciałbym zamówić za moją dopłatą jeden element bo rozwaliłem. I teraz uwaga! Żyjemy w Polsce a jednak miły Pan powiedział, że nie nie ma problemu, producent, u którego się zaopatrują w gratisie dośle w ciągu kilku dni ten element. Będę musiał tylko pokryć koszt przesyłki. Szok i niedowierzanie.

To się nazywa dbałość o klienta!
Może jakiś #wykopefekt dla tej firmy

#poznan #biznes #reklama

Mirki, mamy pisarza na…

Mirki, mamy pisarza na wykopie, który usuwa wszelkie odpowiedzi weryfikujące jego bajkopisarstwo. Ponieważ @grafikulus ucieka od wszelkiej odpowiedzialności, nie jest w stanie podać jakiekolwiek konkretu, to poniżej odnoszę się do jego ostatniego wpisu: https://www.wykop.pl/wpis/30577725/pamietam-jak-z-dobre-10-lat-temu-rozmawialem-z-kim/

We wpisie Autor powołując się na tajemnicze źródło, podaje powszechny proceder prywatyzowania i uwalania „dobrze prosperujących spółek” poprzez zaniżenie wyceny.

Zacznijmy pod początku:

Pamiętam, jak z dobre 10 lat temu rozmawiałem z kimś, kto był członkiem organu/komisji zajmującej się wyceną prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych na początku lat 90. Zapytałem go wówczas wprost: Jak to się stało, że tyle zakładów przejmowano za tak śmieszne pieniądze, dlaczego w ogóle to było tak nisko wyceniane…? Oto, co mi odpowiedział ów człowiek: Wie Pan, generalnie to myśmy się wtedy dopiero uczyli wyceny, nie było praktycznie żadnych opracowań ani doświadczeń, na których moglibyśmy się wzorować, podpowiadali nam doradcy amerykańscy, którzy po pierwsze nie znali dobrze specyfiki naszej sytuacji, a po drugie myśmy im trochę za bardzo zaufali.

Tekst bazuje więc na niezweryfikowanym, nieokreślonym i niewiarygodnym źródle. Całość sprowadza się do jednego: „Nie znam się, ale znam kogoś kto wie i opowiedział mi to i owo”.

Pomijam bajkowe opisy i przechodzimy do „merytorycznej” części. Według autora proceder „sprzedawania za grosze przedstawia się następująco:

1. Najpierw trzeba wprowadzić do zarządu osoby, które przeprowadzą całą operację (oczywiście za stosownym wynagrodzeniem i nie mówię tutaj o oficjalnie pobieranych wypłatach).

Otóż Zarząd nie działa sobie ot tak i nie robi co chce. Wszelkie działania dotyczące spraw spółki i jej reprezentowania wymagają współdziałania członków zarządu. Zarząd podejmując określone decyzje podejmuje tzw. uchwały. Działalność zarządu jest także nadzorowana i raportowana.

O ile możemy się czepiać nieudolności, braku kompetencji czy braku decyzyjności, to jawna działalność na szkodę naraża zarówno cały zarząd, jak i radę nadzorczą powołaną przez właściciela. Nie znam osób, które narażałyby się na odpowiedzialność w imię partykularnego interesu „prezesa zarządu”.

2. Następnie należy umiejętnie wyreżyserować słaby wynik finansowy spółki. Jest na to wiele metod, jak min:

– wspomniane wcześniej „ustawienia” wierzytelności, które mogą zostać uznane za praktycznie nieściągalne, czasem nawet zakup tzw. śmieciowych wierzytelności za niewielki ułamek ich nominalnej wartości;

Spółka musi prowadzić działalność zgodnie z przedmiotem działalności wpisanym do umowy. Nie można być przedsiębiorstwem „produkcyjnym” i jednocześnie nagle zacząć skupować czyjeś nieściągalne należności. Takie działanie byłoby niezgodne z zapisami i byłoby bardzo proste do udowodnienia.

– zakup w istocie zbędnych środków trwałych (nie będą one wcale używane) pod płaszczykiem „inwestycji”, najlepiej na kredyt obciążający nieruchomości należące do przedsiębiorstwa;

Zarząd nie może kupić ot tak „środków trwałych” Zazwyczaj w spółkach ( w tym państwowych) wszelkie decyzje muszą mieć zgodę zarówno Rady Nadzorczej,a powyżej pewnej wartości także Właściciela. Gdyby więc zarząd kupił sobie taką „nieruchomość” to jednocześnie dałby jasne dowody na niewłaściwą działalność.

Często ustanawiane są także dodatkowe ograniczania na „możliwość” obciążania nieruchomości” w postaci hipoteki.

Na końcu elementem sprawdzającym jest także bank, który a) udziela kredytów inwestycyjnych na konkretny projekt b) udzieli kredytów jeżeli projekt jest sensowny i potencjalnie spłacalny.Czy bank zdecydowałby się na sfinansowanie potencjalnie nierentownych środków trwałych, które zmniejszają prawdop. spłaty kredytu?

– zatrudnienie kosztownych specjalistów (rzecz jasna z góry wiadomo, kto taką robotę dostanie) oraz zlecenie kosztownych audytów i opracowań zewnętrznym firmom konsultingowych (nierzadko powiązanym z późniejszym kupcem);

Przypominam, że obowiązek badania przez audytorów, dotyczy zarówno spółek prywatnych, jak i państwowych. Dodatkowo KSH nakłada obowiązek badania np. planów połączenia wtedy silniejsza jednostka wchłania mniejszą. Koszt ten więc dotyczy wszystkich podmiotów.

– doprowadzenie do zerwania współpracy z kluczowymi kontrahentami (jak opisany wcześniej przykład z Francuzami) pod w miarę wiarygodnym pretekstem.

Zarząd nie może sobie ot tak zerwać dużej umowy, nabyć nieruchomości czy podpisać pierwszy lepszy duży kontrakt. Wszelkie duże decyzje wymagają zgody/nadzoru właściwego organu. Jawne działanie na szkodę spółki byłoby ogromnym zagrożeniem dla wszystkich organów Spółki.

Ktoś powie: Ale zaraz, przecież to wygląda na świadome zarządzanie ukierunkowane na szkodę firmy, przecież na to są paragrafy…? Cóż, owszem, są, ale jeśli te operacje przeprowadzi się mądrze, to ciężko udowodnić działanie ze złej woli, a nie po prostu kiepskie zarządzanie dlatego, że ktoś jest zwyczajnie słabym managerem.

3. I teraz, kiedy przedsiębiorstwo jest pozornie na skraju przepaści, nadchodzi moment na sprzedaż – rzecz jasna za cenę zaniżoną do granic możliwości, aby tylko prokurator się nie przyczepił. Wkrótce po takiej sprzedaży przychodzi nowy prezes i „cudownym” trafem nagle spływają pieniądze od dłużników, niepotrzebne (nieużywane) maszyny sprzedaje się za dobre pieniądze i spłaca kredyty, zmienia się strukturę zatrudnienia zwalniając niepotrzebnych (a drogich) specjalistów, likwiduje się niedochodowe dziedziny działalności, wreszcie odnawia się kontrakty handlowe ze sprawdzonymi odbiorcami. Dodatkowo, dla zrobienia dobrego wrażenia, dobrze jest jeszcze wykupić reklamy w lokalnych mediach, które dzięki temu napiszą, jaki to cud gospodarczy zrobił nowy zarząd, że w krótkim czasie całkowicie postawił firmę na nogi – normalnie magicy zarządzania, nagradzani potem niejednokrotnie różnymi statuetkami

Tutaj największy błąd. Metodologia wyceny spółek znana od kilkudziesięciu lat bazuje na przyszłych przepływach pieniężnych, a nie historycznych. Wyceniając spółę bierze się pod uwagę jej przyszły potencjał produkcyjny, wzrost rynku, kontrahentów, a także dodatkową wartość, którą wytworzy inwestor branżowy znający się na swoim profilu działalności. Można się tutaj spierać, co do założeń, ale zawsze myślimy w przód. Historyczne wyniki mając więc mały wpływ na wycenę.

Zachęcam do zapoznania się z podstawami:
http://www.michalstopka.pl/wycena-spolki-metoda-dcf-zdyskontowane-przeplywy-pieniezne-discounted-cash-flows/

Uwiarygodnieniem tezy autora byłyby konkretne przypadki firmy czy nazwisk, których niestety nie potrafił podać. Każda próba weryfikacji kończyła się usunięciem mojego wpisu.

pokaż spoiler #bialekolnierzyki #biznes #pieniadze #prywatyzacja #neuropa #bekazpodludzi #afera

Pamiętam, jak z dobre 10 lat…

Pamiętam, jak z dobre 10 lat temu rozmawiałem z kimś, kto był członkiem organu/komisji zajmującej się wyceną prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych na początku lat 90. Zapytałem go wówczas wprost: Jak to się stało, że tyle zakładów przejmowano za tak śmieszne pieniądze, dlaczego w ogóle to było tak nisko wyceniane…? Oto, co mi odpowiedział ów człowiek: Wie Pan, generalnie to myśmy się wtedy dopiero uczyli wyceny, nie było praktycznie żadnych opracowań ani doświadczeń, na których moglibyśmy się wzorować, podpowiadali nam doradcy amerykańscy, którzy po pierwsze nie znali dobrze specyfiki naszej sytuacji, a po drugie myśmy im trochę za bardzo zaufali.

Taka była wersja oficjalna, a mój rozmówca nie chciał nic więcej zdradzić w tym temacie. Tak się złożyło, że kilka lat później obserwowałem na bieżąco, jak wygląda w praktyce przejęcie jednego z wielu państwowych zakładów. Informacje miałem wtedy z tzw. pierwszej ręki, a konkretnie do osoby, która pełniła tam funkcję dyrektora handlowego. Z oczywistych względów nie napiszę jaka to była firma, ani w jakim województwie działała.

Cała akcja zaczęła się od tego, że do spółki przyszedł nowy prezes – nie byłoby w tym nic dziwnego czy podejrzanego, gdyby nie to, że ów facet żenił się później z wszystkimi członkami zarządu nowych spółek, którzy potem ginęli, a te zostały następnie prywatyzowane za małe pieniądze. Ta zmiana personalna była więc mocnym sygnałem, że „coś się dzieje”. Wkrótce potem dyrektor handlowy zaczął być naciskany w sprawie kontraktu z francuską firmą, który właśnie realizował. Kontrakt ten miał zapewnić przedsiębiorstwu bardzo duże zyski w perspektywie wielu lat i umożliwić mu dalszy rozwój. Tyle, że nowy prezes robił wszystko, aby ten kontrakt… nie doszedł do skutku. A to wysyłał pasty o serwerowni listem poleconym, a to wytapetował sobie biuro tapetą z książkami, a to zamówił sobie ponton na urodziny i siedział na środku zakładu w tym pontonie z wędką. Doprowadziło to w końcu do tego, że Francuzi powiedzieli „żar pan żur”, wzięli swoje ogony i sobie poszli.

Dalej wydarzenia potoczyły się stosunkowo szybko. Firma, która do tej pory radziła sobie całkiem dobrze, nagle zaczęła mieć problemy z bilansem. Jedną z przyczyn były np. faktury niezapłacone przez nowych kontrahentów (spółki), których nie zdobył ani nie rekomendował wspomniany już dyrektor handlowy. Zresztą później, po prywatnym śledztwie, okazało się, że spółki te były kontrolowane przez osoby z łuską na twarzy, reprezentowane przez światowy rząd reptilian (oczywisty przypadek) i długi te zostały i tak uregulowane. Kolejną przyczyną było zakupienie środków trwałych pod postacią kaczek w wielkości konia, które leżały nieużywane na magazynie. Bezsens, zła decyzja…? Zależy od punktu widzenia, bo były słodkie, więc nie rozumiem, czemu obniżały wartość spółki.

Ogólnie w firmie działo się coraz gorzej i ludzie zaczęli już przeczuwać co się święci, a szeregowi pracownicy przystąpili do strajku. Zapuścili się więc w święte miejsce negocjować z Gunganami. Dyrektor handlowy został zwolniony – jako ciekawostkę dodam, że w dzień wręczenia wypowiedzenia zabarykadował się w swoim gabinecie i zrobił kopie wszelkich dokumentów, z którymi to kopiami poszedł potem do odpowiednich osób, chcąc je zainteresować nielegalnymi mechanizmami przejęcia przedsiębiorstwa. Krzyknął wtedy „To nie księżyc, to stacja bojowa!”. Nic to nie dało, bo galaktyczny senat znał już tragedię Dartha Plagueisa Mądrego. Kilka miesięcy potem przedsiębiorstwo zostało sprzedane (z moich ówczesnych informacji wynika, że za cenę sporo poniżej 50% jego realnej wartości, ale dziś już nie jestem w stanie tego zweryfikować), prezes odszedł „w niesławie”, a nowy właściciel szybko postawił firmę na nogi. Kilka lat potem lokalne media rozpisywały się o tym, jak to zakład został z powrotem zakupiony przez jeden z państwowych koncernów. Nietrudno się domyślić, jak daleko sięgały macki Imperatora.

Opisany powyżej scenariusz nie jest bynajmniej jakimś wyjątkowo chytrym, przebiegłym i rzadko spotykanym planem, o nie. To schemat powszechnie znany i stosowany na zatrważająco dużą skalę. W skrócie wygląda to tak:

1. Najpierw trzeba znaleźć wykopków, których wiedza nie pozwala weryfikować różnego rodzaju informacji i napisać ckliwą historyjkę o przekrętach.

2. Następnie trzeba usuwać komentarze człowieka, który jasno wykazuje, dlaczego to co pisze @grafikulus jest niewiarygodne.

3. I teraz można zbierać plusy od innych.

No i tak to w skrócie wygląda. Owszem, są to i zawsze były łatwe operacje ale przypominam, wykop łyknie wszystko, a atencja musi się zgadzać.

#bialekolnierzyki #biznes #pieniadze #prywatyzacja

Pamiętam, jak z dobre 10 lat…

Pamiętam, jak z dobre 10 lat temu rozmawiałem z kimś, kto był członkiem organu/komisji zajmującej się wyceną prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych na początku lat 90. Zapytałem go wówczas wprost: Jak to się stało, że tyle zakładów przejmowano za tak śmieszne pieniądze, dlaczego w ogóle to było tak nisko wyceniane…? Oto, co mi odpowiedział ów człowiek: Wie Pan, generalnie to myśmy się wtedy dopiero uczyli wyceny, nie było praktycznie żadnych opracowań ani doświadczeń, na których moglibyśmy się wzorować, podpowiadali nam doradcy amerykańscy, którzy po pierwsze nie znali dobrze specyfiki naszej sytuacji, a po drugie myśmy im trochę za bardzo zaufali.

Taka była wersja oficjalna, a mój rozmówca nie chciał nic więcej zdradzić w tym temacie. Tak się złożyło, że kilka lat później obserwowałem na bieżąco, jak wygląda w praktyce przejęcie jednego z wielu państwowych zakładów. Informacje miałem wtedy z tzw. pierwszej ręki, a konkretnie do osoby, która pełniła tam funkcję dyrektora handlowego. Z oczywistych względów nie napiszę jaka to była firma, ani w jakim województwie działała.

Cała akcja zaczęła się od tego, że do spółki przyszedł nowy prezes – nie byłoby w tym nic dziwnego czy podejrzanego, gdyby nie to, że ów facet „położył” wcześniej już kilka innych państwowych spółek, które zostały następnie sprywatyzowane za małe pieniądze. Ta zmiana personalna była więc mocnym sygnałem, że „coś się dzieje”. Wkrótce potem dyrektor handlowy zaczął być naciskany w sprawie kontraktu z francuską firmą, który właśnie realizował. Kontrakt ten miał zapewnić przedsiębiorstwu bardzo duże zyski w perspektywie wielu lat i umożliwić mu dalszy rozwój. Tyle, że nowy prezes robił wszystko, aby ten kontrakt… nie doszedł do skutku. A to wydał polecenie renegocjowania ceny (choć zaproponowana i tak gwarantowała wysoką opłacalność), a to kwestionował termin dostaw (że niby produkcja może się nie wyrobić, choć nie było takiej możliwości) itp. Doprowadziło to w końcu do tego, że Francuzi powiedzieli „pas” i znaleźli sobie innego dostawcę.

Dalej wydarzenia potoczyły się stosunkowo szybko. Firma, która do tej pory radziła sobie całkiem dobrze, nagle zaczęła mieć problemy z bilansem. Jedną z przyczyn były np. faktury niezapłacone przez nowych kontrahentów (spółki), których nie zdobył ani nie rekomendował wspomniany już dyrektor handlowy. Zresztą później, po prywatnym śledztwie, okazało się, że spółki te były kontrolowane przez osoby powiązane z nowym właścicielem (oczywiście oczywisty przypadek) i długi te zostały i tak uregulowane. Kolejną przyczyną było zakupienie środków trwałych pod postacią maszyn, które leżały nieużywane na magazynie. Bezsens, zła decyzja…? Zależy od punktu widzenia, bo gdy wynik finansowy spółki jest obniżony, to fakt ten ma wpływ na niższą wycenę (pamiętajmy o planowanej sprzedaży „za grosze”!).

Ogólnie w firmie działo się coraz gorzej i ludzie zaczęli już przeczuwać co się święci, a szeregowi pracownicy przystąpili do strajku. Dyrektor handlowy został zwolniony – jako ciekawostkę dodam, że w dzień wręczenia wypowiedzenia zabarykadował się w swoim gabinecie i zrobił kopie wszelkich dokumentów, z którymi to kopiami poszedł potem do odpowiednich osób, chcąc je zainteresować nielegalnymi mechanizmami przejęcia przedsiębiorstwa. Nic to nie dało. Kilka miesięcy potem przedsiębiorstwo zostało sprzedane (z moich ówczesnych informacji wynika, że za cenę sporo poniżej 50% jego realnej wartości, ale dziś już nie jestem w stanie tego zweryfikować), prezes odszedł „w niesławie”, a nowy właściciel szybko postawił firmę na nogi. Kilka lat potem lokalne media rozpisywały się o tym, jak to zakład został z powrotem zakupiony przez jeden z państwowych koncernów. Nietrudno się domyślić, że był to złoty interes dla tych, którzy przejęli go wcześniej za stosunkowo nieduże pieniądze.

Opisany powyżej scenariusz nie jest bynajmniej jakimś wyjątkowo chytrym, przebiegłym i rzadko spotykanym planem, o nie. To schemat powszechnie znany i stosowany na zatrważająco dużą skalę. W skrócie wygląda to tak:

1. Najpierw trzeba wprowadzić do zarządu osoby, które przeprowadzą całą operację (oczywiście za stosownym wynagrodzeniem i nie mówię tutaj o oficjalnie pobieranych wypłatach).

2. Następnie należy umiejętnie wyreżyserować słaby wynik finansowy spółki. Jest na to wiele metod, jak min:

– wspomniane wcześniej „ustawienia” wierzytelności, które mogą zostać uznane za praktycznie nieściągalne, czasem nawet zakup tzw. śmieciowych wierzytelności za niewielki ułamek ich nominalnej wartości;

– zakup w istocie zbędnych środków trwałych (nie będą one wcale używane) pod płaszczykiem „inwestycji”, najlepiej na kredyt obciążający nieruchomości należące do przedsiębiorstwa;

– zatrudnienie kosztownych specjalistów (rzecz jasna z góry wiadomo, kto taką robotę dostanie) oraz zlecenie kosztownych audytów i opracowań zewnętrznym firmom konsultingowych (nierzadko powiązanym z późniejszym kupcem);

– doprowadzenie do zerwania współpracy z kluczowymi kontrahentami (jak opisany wcześniej przykład z Francuzami) pod w miarę wiarygodnym pretekstem.

Ktoś powie: Ale zaraz, przecież to wygląda na świadome zarządzanie ukierunkowane na szkodę firmy, przecież na to są paragrafy…? Cóż, owszem, są, ale jeśli te operacje przeprowadzi się mądrze, to ciężko udowodnić działanie ze złej woli, a nie po prostu kiepskie zarządzanie dlatego, że ktoś jest zwyczajnie słabym managerem.

3. I teraz, kiedy przedsiębiorstwo jest pozornie na skraju przepaści, nadchodzi moment na sprzedaż – rzecz jasna za cenę zaniżoną do granic możliwości, aby tylko prokurator się nie przyczepił. Wkrótce po takiej sprzedaży przychodzi nowy prezes i „cudownym” trafem nagle spływają pieniądze od dłużników, niepotrzebne (nieużywane) maszyny sprzedaje się za dobre pieniądze i spłaca kredyty, zmienia się strukturę zatrudnienia zwalniając niepotrzebnych (a drogich) specjalistów, likwiduje się niedochodowe dziedziny działalności, wreszcie odnawia się kontrakty handlowe ze sprawdzonymi odbiorcami. Dodatkowo, dla zrobienia dobrego wrażenia, dobrze jest jeszcze wykupić reklamy w lokalnych mediach, które dzięki temu napiszą, jaki to cud gospodarczy zrobił nowy zarząd, że w krótkim czasie całkowicie postawił firmę na nogi – normalnie magicy zarządzania, nagradzani potem niejednokrotnie różnymi statuetkami dla „asów biznesu”. A co potem? Różnie – można sprzedać z ogromnym zyskiem, można wejść na giełdę, jest wiele intratnych opcji.

No i tak to w skrócie wygląda. Owszem, nie były to i nie są łatwe operacje, ale przypominam, że po pierwsze nie robią tego przypadkowi ludzie, a bardzo mocne i wpływowe osoby, a po drugie chodzi o wielkie pieniądze. A wielkie pieniądze otwierają wiele drzwi zamkniętych dla normalnych obywateli działających zgodnie z prawem. #bialekolnierzyki #biznes #pieniadze #prywatyzacja