Mirki, będzie długo i nie…

Mirki, będzie długo i nie będzie TLDR.

Właśnie skończyłem wylewać na siebie szampana, w trakcie, gdy Żona wcierała we mnie konfetti. Nasza firma kończy właśnie 10 lat.

Jakie te lata były? Różne. Były momenty, w których czułem się jak król świata. Były momenty, gdy biłem się z myślami czy tak niestandardowa (szeroka) forma consultingu, jaką świadczymy ma sens…

Doskonale pamiętam początki (o których troszkę niżej), ale do dziś mnie bawi to, że jak założyłem firmę parającą się doradztwem energetycznym i ekologicznym, to przez pierwsze dwa lata musiałem brać na spotkania mojego Tatę. Nie miałem wtedy żadnych siwych włosów ani zarostu, a przez mój wiecznie uśmiechnięty styl bycia nikt nie brał mnie na poważnie! 🙂

Jak to jest prowadzić biznes, zwłaszcza w takim kraju jak Polska? Hmmm…. ciekawie. Jeśli podchodzisz do tego „na poważnie”, to zmieni się całe Twoje życie. Zebrałem kilka myśli na temat prowadzenia biznesu. Może ktoś z Was znajdzie w nich natchnienie, a może znajomi przedsiębiorcy będą chcieli coś dodać lub rozwinąć jakiś wątek.

1. ZMIANA
Z pewnością obiło Ci się o uszy, że jedyną pewną rzeczą jest zmiana. Czy wiesz, że moja firma powstała w celu… stworzenia internetowej platformy, która miała na celu wspomaganie decyzji inwestycyjnych na rynkach finansowych? W ciągu pierwszych 6-miesięcy musiałem (bo wtedy byłem 100% właścicielem firmy) znaleźć na siebie pomysł. Zmiana nie była bolesna, ale wymagała tony samozaparcia, nauki obsługi kalkulatora i czytania ustaw i rozporządzeń.
Niemniej – właśnie ubiegając się o dotację (w ramach słynnego PO IG 8.1) powstała nazwa firmy – Chartari! Jak typowy Janusz marketingu rozważałem oczywiście opcje „MichałPol” lub „Różanex”, ale odpaliłem słownik polsko-łaciński. Znalazłem wspaniałą definicję: chartari to było słowo określające wystawcę papieru wartościowego. W wizję budowy firmy z branży fintech pasowała idealnie!
Niestety nigdy więcej nie udało mi się tej definicji odnaleźć 😀

2. NIE BĄDŹ SAM
Jeśli masz możliwość, to znajdź osobę równie pracowitą co Ty, z którą uzupełniasz się kompetencjami i załóżcie firmę razem. Nie masz pojęcia ile czasu będziesz tracić na ogarnianie bieżących spraw. Nawet głupie ofertowanie potrafi zająć kilka dni w miesiącu…
Ale najważniejsze jest to, że nie będziesz sam. Będziesz miał osobę, z którą możesz świętować sukcesy, rozmyślać, snuć wizje czy płakać.
Podejrzewam, że gdybym zaangażował odpowiednią osobę do wspólnego biznesu, to byłbym w tym miejscu znacznie wcześniej. Wybrałem jednak opcję:

3. BUDUJ FIRMĘ Z KOLEGAMI
Kiedyś odnosiłem wrażenie, że najlepiej mieć 100% z zarobionej złotówki. Zachodzące na rynku zmiany i projekty, w których miałem przyjemność brać udział pozwoliły mi jednak poznać wielu wspaniałych ludzi. Zaczęliśmy działać wspólnie, obsługując masę przeróżnych Klientów! Od małych sklepików do samorządów. Od szpitali do kopalni…
Szybko zrozumiałem, że od 100% ze złotówki lepiej mieć 5% z tysiąca złotych.

4. PRZESTAŃ SZUKAĆ CUDOWNEJ FORMUŁY
Mówię poważnie: olej kołczów, pozytywne afirmacje, filmy motywacyjne na YouTube czy dziesiątki książek biznesowych. W pewny momencie zrozumiesz, że jedynym biznesem ludzi, którzy Cię inspirują jest sprzedawanie swoich bzdur, cudownych sentencji.
Jasne, zdarzają się perełki. Ale szybciej wyczytasz w komentarzach lub ktoś zarekomenduje Ci pozycję pełną mięsa, niż przebrniesz przez 10 bzdurnych książek, które sprowadzają się do tego samego…

5. BUDUJ RELACJE, A NIE FIRMĘ
Brzmi głupio? Dokładnie w ten sposób buduję swoją firmę. Zamiast wydawać kasę na marketing i reklamę sam tworzę swój PR. Budżet, który wsadziłbym w fejsbukowe ADSy wolę wsadzić w paliwo. Nic nie zastąpi rozmowy bezpośredniej. Ba! Każde spotkanie da Ci troszkę inny insight! Ludzie wskażą Ci błędy, których sam nie dostrzegasz. Pamiętaj jednak, że „złotym radom” nie należy wieżyc w ciemno! Jeśli będziesz podążać za tłumem, to się nie wybijesz. Pamiętaj też, że wszyscy w Polsce znają się lepiej od Ciebie. Ostatecznie każdy Twój pomysł zostanie rozstrzygnięty w rachunku zysków i strat.

6. MIEJ JAJA
Nie wiem jak Ty, ale ja byłem wychowany w bardzo tradycyjnej rodzinie. Od małego wpajano mi, że nie ma lepszej opcji, niż etat. A w ogóle kto by pomyślał, żeby tak ryzykować w swoim życiu…
I przez większość czasu prowadzenia przeze mnie biznesu tak właśnie było.
Od 7 do 15 siedzialem na etacie, w ramach którego ogarniałem telefony i spotkania.
Od 15 do 20 STARAŁEM SIĘ spędzać czas z rodziną.
O 20 włączałem laptopa i często kończyłem pracę w Chartari bladym świtem lub wcale nie kładłem się spać…

Kiedy jednak powiedzieć sobie „dość” i być zdecydowanym?
Kiedy „u siebie” zarobisz w miesiącu tyle, co w miesiąc zarabiasz na etacie? Ja nie potrafiłem.
Kiedy „u siebie” zarobisz w miesiącu tyle, co na etacie zarabiasz przez rok? Ja nie potrafiłem…
W końcu jednak postanowiłem się zmierzyć ze swoimi demonami. Od lipca jestem już tylko na swoim. I wierz mi, byłem przekonany, że dzięki temu będę pracować mniej…

7. NIE PRZEGINAJ
Zauważyłeś, jak w poprzednim punkcie mówiłem, że zdarzało mi się nie iść spać, żeby pracować?
Niestety rzeczywistość była jeszcze gorsza. Pracując przy jednym z projektów moi kontrahenci mocno zwlekali z dostarczeniem materiałów. Nie będę Cię zanudzał – skończyło się to tym, że musiałem przez tydzień pracować 24h/dobę, żeby dotrzymać umowne terminy. Przy trzeciej dobie przestałem korzystać z samochodu.
Ba! Pamiętam jak dziś, że żeby zdążyć zebrać wszystkie wymagane podpisy ostatniego dnia zrobiliśmy w urzędzie manufakturę! Wziąłem swoje drukarki i komputer. Wydruki z drukarki brał urzędnik, który je dziurkowal. Potem kolejny, który zszywał. Następny przybijał pieczątki, a na końcu długiego stołu podpisywał je jeden z wiceprezydentów (nie, nie było to za obecnej kadencji).
Wniosek złożyłem, a projekt zakończył się sukcesem. Pokazał mi, że jestem silny i słowny. Pokazał mi, że zawsze sobie poradzę. Tak naprawdę pokazał mi wiele rzeczy, których nie chciałem widzieć…

Rok temu zakończyłem terapię dotyczącą pracoholizmu. Nie trafiłem w dobre ręce. Mam wrażenie, że nie zmieniła ona wiele… niezaprzeczalnym jest jednak fakt, że to ona skłoniła mnie do wychodowania jaj, o czym pisałem wcześniej. Chciałbym umieć pracować 8-10 godzin na dobę. O! Chciałbym potrafić wyłączyć „biznesowe” myślenie, przełączać mentalny pstryczek i być myślami tu i teraz, a nie martwiąc się o któregoś z moich Kontrahentów czy licząc w głowie podatki… wiem, jak ciąży to mojej rodzinie i bliskim. Może wydawać Ci się to bzdurą, ale życie byłoby znacznie prostsze, gdybym więcej bujał w obłokach, a mniej twardo stąpał po ziemi.

8. UWAŻAJ NA HAJS
Jeśli będziesz „dobry w biznes”, to pieniądze same przyjdą. Z pewnością nie raz słyszałeś swoich przedsiębiorczych kolegów, że „kasa leży na ulicy” czy też, że nie wiedzą w którą robotę wkładać ręce. Serio – tak to właśnie wygląda. Jeśli zbudujesz sieć kontaktów, a ludzie będą chcieli pracować właśnie z Tobą – to robisz coś dobrze.
Wielu ludzi ostrzega Cię przed tym, żeby im od kasy nie odwaliło. Ja jednak ostrzegę Cię przed czymś innym:
Dostaniesz Polską w ryj. Serio. Kiedy ogarniesz się biznesowo i zaczniesz zarabiać przyjemne pieniądze, kiedy będziesz mógł wziąć w sklepie dowolną rzecz, kiedy nie będziesz się martwił spłatą kredytu czy rachunkami – wtedy stracisz 90% znajomych, których może nawet uważałeś za przyjaciół.
Niestety, sukces boli Polaków. Bardzo. Osobiście uważam, że to kwestia dysproporcji. Jeśli pracujesz na etacie za minimalną krajową, to będziesz się źle czuł z tym, że Twój kumpel z ławki zarabia znacznie więcej (a do tego nie musi przejmować się przełożonymi). Będziesz się bezsensownie porównywał czy zastanawiał się dlaczego ktoś inny – a nie Ty – odniósł sukces w biznesie.

9. PROBLEMY, KTÓRYCH INNI NIE ROZUMIEJĄ
To wrzucam tylko na marginesie, jako ciekawostkę. W moim domu panuje zasada, że w wieczór 19-go dnia każdego miesiąca wszyscy schodzą mi z drogi. Pojawia się bowiem wtedy hasło „obowiązek podatkowy”. I nagle logujesz się na konto i oddajesz Panstwu Polskiemu kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych. Za to, że MOŻESZ prowadzić tu biznes. No i nie zapomnij o ZUSie, podatku od nieruchości i dziesiątkach innych „danin” na rzecz tego grajdołka.
Nie bolałoby aż tak, gdyby nie świadomość, że ta kasa zostanie albo rozpieprzona, albo rozkradziona. Niestety jako przedsiębiorca dobrze wiesz co mógłbyś z tymi pieniędzmi zrobić, ile inwestycji poczynić czy ile etatów mógłbyś stworzyć.

Urzędnik czy polityk nigdy nie dogada się z przedsiębiorcą. Przez to, że im się WYDAJE, że rozumieją nas, nasze potrzeby i nasze rozterki.

Szczerze powiedziawszy mógłbym spędzić kilka godzin opowiadając Wam o błędach i sukcesach. O wyzwaniach i porażkach. Jeśli ktoś z Was tego potrzebuje – oczywiście zapraszam 🙂

Jak wygląda Chartari obecnie?
Firma zyskała drugiego wspólnika, który objął 30% udziałów 🙂
Kilka lat temu zmieniliśmy podejście. Nie interesują nas już Klienci. Mamy Partnerów, z którymi stale działamy!
Zarabiamy dużo, ale nie zapominamy o innych. Każdego roku kilkadziesiąt % zysku przekazujemy na cele społeczne, charytatywne czy organizację imprez dla dzieci.
Pozyskaliśmy już ponad 640 MILIONÓW złotych dotacji. Przerobiliśmy ponad 400 projektów (nie mówię tylko o dotacjach).
Na chwilę obecną nie jesteśmy już w stanie zliczyć o ile nasze działania poprawiły jakość powietrza. Dawno temu przekroczyliśmy barierę miliona ton emisji CO2 do atmosfery!

Zdobyliśmy wspaniałych przyjaciół biznesowych, z którymi aż chce się działać. Ogranicza nas czas, ale wkrótce ruszymy z 3 GRUBYMI projektami!

Zostaliśmy dostrzeżeni na arenie międzynarodowej. Nie jestem już wyłącznie ekspertem Narodowego Centrum Badań i Rozowju, ale także wspierającym bezpośrednio Unię Europejską w ramach CINEA!

Z czego jesteśmy najbardziej dumni?
Z tego, że trzy lata temu, za namową Stowarzyszenia KoninDzieciom staliśmy się Swiętymi Mikołajami! Każdego roku dostajemy listy od chorych dzieci, zamieszkujących powiat koniński i spełniamy ich marzenia. Choćby w tak prosty sposób, jak sponsorując wszystkie wymarzone prezenty. A były już lalki, aparaty cyfrowe, tablety, zestawy do „bycia youtuberami” i wiele, wiele innych pozycji. Pieniądze zawsze były dla nas drugorzędne, ważniejszy jest uśmiech dzieci i możliwość – choć delikatnego – zmienienia świata 🙂

===
Powyższą treść zamieściliśmy na naszym fejsbuku, gdzie nas znają. Znajdziecie nas na www.chartari.com, ale nasza strona sie rozpadła przy jakieś migracji wordpressa.

Z okazji 10 lat naszej firmy robimy drobne #rozdajo! 10 osób, które sie do nas zgłosi ptrzyma od nas po 5 szt. książek dla dzieci – o takich, tylko ładniejszych, na papieże: Dzieciaki ratują świat!

Aha – za 100 plusów wyślemy też 100 książek do wskazanego przez Was Domu Dziecka!

#biznes #firma #chwalesie #praca #pracbaza

Comments are closed.